Poprzednia relacja Powrót do spisu relacji Następna relacja

Inicjatywy lokalne na osadach

Julia Kłusek, żona osadnika wojskowego:

W Bajonówce nie było szkoły. Nasze dzieci musiały chodzić do szkoły odległej o trzy kilometry. Jedynie letnią porą przejście tej drogi nie nastręczało trudności, ale już wiosną, kiedy zaczynały tajać śniegi, było tam istne grzęzawisko, gdyż wiodła ona przez nisko położone, podmokłe łąki. Zimą zaś, po obfitych opadach śniegu, przedarcie się przez wysokie zaspy było wręcz niemożliwe, nawet dla dorosłego człowieka. W szkole nauczycielki zdejmowały dzieciom buty i ustawiały koło ciepłego pieca, obok suszyły się rozłożone ubrania, a maleństwa płakały – przemoczone i zmarznięte.

[…] W niedzielę zwołałam zebranie i przedstawiłam propozycję [wybudowania nowej szkoły]. Wszyscy zgodzili się na nią, ale nie było na ten cel pieniędzy. Postanowiliśmy zorganizować zabawę taneczną i dochód z niej przeznaczyć na budowę szkoły. Każda członkini Koła [Gospodyń Wiejskich] zobowiązała się przygotować do bufetu jakieś wyroby za 10-15 złotych. Zabawę urządziliśmy u nas w domu. […] Muzykanci też grali bezpłatnie. Zabawa udała się nadzwyczajnie, a czysty zysk wyniósł 640 złotych. Na owe czasy była to duża suma. Mąż zaraz pojechał do Raśnik i zakupił kamień pod fundamenty szkoły. Później wszyscy gospodarze, nawet kilku z [Osady Krechowieckiej] zebrali się i w jeden dzień zwieźli całość. Po kilku tygodniach ponownie zorganizowaliśmy zabawę – na tych samych zasadach. Był akurat karnawał, osadnicy byli w przeważającej części ludźmi młodymi, a w dodatku odwieźli już tytoń [uprawiany często na Wołyniu], więc pragnęli trochę odetchnąć po pracy i zabawić się. […] zarobiliśmy 240 złotych. Znowu mąż udał się do Równego i zakupił wapno. Zaraz jedni pojechali je odebrać, drudzy zaś kopali doły, inni jeszcze w wielkich beczkach nawieźli wody ze źródła i wapno od razu zlasowali. Początek był zrobiony.

Napisałam następne podanie do nadleśnictwa w Lubomirce o przydział drzewa na budowę szkoły – dostaliśmy gratis 60 metrów kubicznych. Osadnicy wszystko sprawnie zwieźli, ale ciągle brakowało pieniędzy. Pojechaliśmy z Franusiem [mężem] do dowództwa jego macierzystego 45 Pułku po jakąś pomoc. Tam otrzymaliśmy większą gotówkę – nie pamiętam już ile. Wtedy wszyscy zachęcali do budowy szkół, kościołów. Każdy pomagał jak mógł, a i ludzie sami chętnie pracowali, bo to nasze na zawsze polskie, dla naszych dzieci. W sąsiedniej Osadzie Krechowieckiej też zdążyli pobudować dużą szkołę, sklep, mleczarnię i kwaszarnię kapusty. Pomagały w tym solidarnie wszystkie osady.

Mąż, jako sołtys, zwołał zebranie, podczas którego wybrano komitet. Jego zadaniem było kontrolowanie postępów w budowie. Z nastaniem wiosny 1932 roku, gdy śniegi zaczęły tajać, najęliśmy traczy i robota ruszyła pełną parą. Do zimy szkoła była już pod dachem. Oficjalne otwarcie nastąpiło 15 sierpnia 1933 roku. Najpierw odprawiona została polowa msza święta, podczas której dokonano poświęcenia nowego budynku szkolnego, a po niej odbyła się huczna zabawa przy wtórze wojskowej orkiestry. Bawiono się aż do rana. Nasze dzieci miały odtąd swoją szkołę, a Koło i Związek [Osadników Wojskowych – właśc. ognisko Związku] mogły organizować w niej także swoje kursy i zebrania.

Osada wojskowa Bajonówka na Wołyniu, 1931 – 1933

Źródło: Julia Kłusek, Za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć [w:] Kresowe Stanice nr 1/2001

Created by: twitter website widget