Historia wywózek Polaków na Sybir na przestrzeni dziejów – „Więzienie Narodów”

Ilu było polskich jeńców-zesłańców w omawianym okresie, niewiele wiadomo. Najprawdopodobniej ich liczba nie przekracza kilkuset. Pod koniec XVII wieku, jak wynika z danych znajdujących się w rosyjskich archiwach, na terytorium Syberii mieszkało kilka tysięcy obywateli Rzeczypospolitej. Dość liczna grupa osiedliła się dobrowolnie, poszukując miejsca na rozwinięcie kariery. Niewiele wiadomo o ich narodowości, choć – jak już wspomniano – na pewno byli wśród nich Białorusini, Litwini, Ukraińcy, a może nawet i Żydzi. Ludzie ci, o ile udało się im przetrwać pierwszy, najtrudniejszy okres aklimatyzacji, dorobili się z czasem znacznych majątków i pracowali na różnych szczeblach rosyjskiej administracji. Osobą, o które nieco więcej wiadomo, był Paweł Chmielewski, który w trakcie dymitriad (dwóch polskich interwencji zbrojnych w Rosji dokonanych w okresie „wielkiej smuty”, związanych z planem osadzenia na tronie carskim kolejnych kandydatów podających się za syna poprzedniego władcy – Iwana IV Groźnego, pierwszego cara w historii Rosji), które stały się jedną z przyczyn wybuchłej niedługo później, w 1609 roku, wojny polsko-rosyjskiej, przeszedł w Moskwie na stronę rosyjską, za co został sowicie nagrodzony. Po pewnym czasie za spiskowanie z Polakami w Smoleńsku zesłano go do Tobolska. Po krótkim pobycie w więzieniu wyszedł na wolność i mozolnie piął się po szczeblach kariery w rosyjskiej administracji, dochodząc w 1622 roku do stanowiska komendanta Jenisiejska, a następnie rewizora. Innym znanym zesłańcem był Nicefor Czernichowski, który zasłynął jako doskonały kolonizator i zarządca ziem położonych nad Amurem, darzony był dużym szacunkiem przez miejscowych Tunguzów i Daurów.

Nie wszystkim powodziło się na zesłaniu. Ciężkie warunki bytowe prowadziły do prób buntów i lokalnych powstań. W latach 30. XVII wieku Polacy zesłani do Tomska i Tobolska próbowali wywołać taki bunt, jednak został on krwawo stłumiony. Szansą na poprawę bytu były powroty z zsyłki na mocy zawieranych przez Rosję i Rzeczypospolitą traktatów pokojowych. Władze rosyjskie starały się jednak nakłaniać pozostających na zesłaniu Polaków do pozostania, oferując szereg ulg, awansów i ułaskawień. Działania te były z punktu widzenia władz całkowicie uzasadnione, gdyż przebywający na zesłaniu Polacy w większości wywodzili się ze szlachty, posiadali więc wykształcenie niezbędne do sprawnego funkcjonowania tamtejszej administracji.

W wieku XVIII dość znacząco zmieniły się nie tylko warunki bytowe zesłańców ale i skala przesiedleń. Aby usprawnić przepływ tysięcy przymusowych zesłańców-kolonizatorów w głąb imperium wytyczono specjalne trasy przemarszu, utworzono punkty etapowe oraz wyznaczono strategicznie rejony osiedlania. Zesłańców przed wymarszem zbierano w grupy, zwane partiami, liczące najczęściej od 150 do 200 ludzi. Miejscem formowania takich grup była Kaługa. Stąd rzekami Oką i Wołgą dostarczano zesłańców do Kazania. Po utworzeniu kolejnych transportów rzeką Kama odsyłano ich do Nowego Usola. Następnym punktem etapowym była Wierchoturia dokąd wędrowano pieszo lub jechano podwodami. Dalej mniejsze partie zesłańców dostarczano rzekami do punktu zbornego – Tobolska. Następnie, znów lądem, pędzono zesłańców do Tomska, a stamtąd do Irkucka. W Irkucku, na podstawie napływających zapotrzebowań od lokalnych struktur carskiej administracji, zsyłano ludzi do Ochocka na Daleki Wschód, na Kamczatkę, na Zabajkale oraz do Jakucka. Głównymi rzekami wykorzystywanymi wówczas do transportu były Irtysz, Kama i Wiluja. Z racji ogromnych odległości wielu zesłańców ginęło po drodze w wyniku chorób, zmęczenia i kar.

Tym, którzy dotarli na miejsce, nie było już tak łatwo ułożyć sobie życia, jak zesłańcom z XVII wieku. Administracja carska była już bowiem zorganizowana, zaś zesłańcy potrzebni byli jako tania, najemna siła robocza. Zmienił się też prawny charakter zsyłki. Najcięższym wyrokiem było zesłanie na dożywotnie osiedlenie i roboty. Ludzie skazani na dożywcie pozbawieni byli wszelkich praw politycznych i stanowych, nie mogli nigdy opuścić miejsca przymusowego osiedlenia.  Lżejszą formą było zwykłe zesłanie oraz przymusowe zamieszkanie, podobne do osiedleń w trybie administracyjnym, na jakie skazywano Polaków w 1940 roku.

Nową formą zsyłki była katorga, najlepiej chyba zapamiętana w polskiej historiografii, będąca przez wiele lat synonimem zesłań „na Sybir”. Była najwydajniejszym, z punktu widzenia carskich władz, sposobem pozyskania i wykorzystania niewolniczej siły roboczej w kopalniach i specjalnych zakładach przemysłowych. Katorżnicy na miejsce zsyłki podróżowali zakuci w kajdany na rękach i nogach, często dodatkowo przyczepieni do prętów, belek i łańcuchów. Także w przypadku tego rodzaju kary osoby skazane na dożywocie pozbawione były wszelkich praw i aż do śmierci pozostawały w dyspozycji państwa. Na katorgę zamieniano prawie zawsze orzeczoną wcześniej karę śmierci. Osoby skazane na katorgę dożywotnią znakowane były przed odbyciem kary wypalanymi na ciele literami oznaczającymi charakter zsyłki (KAT, SK, K) oraz poddawane brutalnej karze chłosty, która nieraz kończyła się trwałym kalectwem, a nawet śmiercią skazanego.

Początkowo katorga nie była powiązana z Syberią. Katorżnicy pracowali w różnych europejskich rejonach Rosji. Sytuacja zmieniła się w połowie XVIII wieku, kiedy wzrosło zapotrzebowanie na złoto i węgiel wydobywane w kopalniach okręgów jekaterynburskiego i nerczyńskiego. Pierwszy z nich dość szybko podupadł na znaczeniu, natomiast drugi, położony we wschodniej części obwodu zabajkalskiego, stał się miejscem budzącym przerażenie wśród katorżników. W Zakładach Nerczyńskich, gdzie pozyskiwano srebro,  pracowali nie tylko przestępcy kryminalni. Sporą grupę stanowili zesłani tam chłopi. Był jeszcze położony w Zachodniej Syberii okręg orenburski, jednak ze względu na stosunkowo niedużą odległość od Rosji europejskiej nie został rozbudowany.