Powitanie w Meksyku

Powitanie w Meksyku Starając się zrozumieć, jak mogli się na ziemi meksykańskiej czuć polscy uchodźcy, musimy przede wszystkim pamiętać o ich wcześniejszych przeżyciach. Ofiary represji sowieckich, masowych deportacji na Syberię lat 1940/41, głodu, morderczej pracy i ekstremalnych warunków pogodowych w ZSRR, które po miesiącach tułaczki dotarły do miejsc koncentracji Armii Andersa nerwowo oczekiwały momentu ewakuacji z „nieludzkiej ziemi”. Często utraciły wcześniej swych najbliższych. Do ostatniej chwili nie wiedziały, czy uda im się wyzwolić z sowieckiego piekła. Potem już po morderczej podróży statkiem do Pahlevi zaczęły dochodzić po woli do lepszego zdrowia fizycznego i psychicznego, choć groby polskie na irańskiej ziemi świadczą o tym, że nie wszystkim się to udało. Po chwili wytchnienia znów tułaczka, gdyż w Iranie zbyt blisko działań wojennych i Sowietów pozostać nie mogli. Niektórych skierowano do Indii czy Afryki, 1432 osobom przypadł przydział do Meksyku. Daleko od rodzinnych stron, na drugim krańcu świata.

Gdy zbliżali się po długiej morskiej podróży w końcu do stacji kolejowej Leon zapewne każdy z uczestników dwóch transportów obywateli polskich do docelowego osiedla Santa Rosa zastanawiał się jak zostaną przyjęci. Dużo wcześniej rozpętała się w prasie meksykańskiej debata czy powinni być przyjmowani w Meksyku – kraju biednym, o dużym bezrobociu. Władze jednak przekonywały swoich obywateli, że tym tułaczom, ofiarom totalitaryzmów trzeba pomóc.

Stąd też gdy Meksykanie zobaczyli jak biedni ludzie do nich przyjechali, pośród nich wiele było dzieci, sierot, z otwartym sercem przyjmowali wszystkich przybyłych. Stacja w Leon nie mogła wszystkich pomieścić. Grała miejscowa orkiestra.
Pierwszy transport nie mógł zostać od razu umieszczony w docelowym miejscu, gdyż trwały jeszcze zaawansowane prace budowlane. Niepewność przedłużała się jeszcze kilka tygodni, by ostatecznie mogli pod koniec sierpnia wprowadzić się do starej hacjendy Santa Rosa. I choć brakowało pokoi mieszkalnych, wystarczającej liczby umywalni, to uchodźcy w końcu mogli zacząć mieć poczucie pewnej stabilności, co po ich tragicznych przeżyciach musiało mieć bardzo duże znaczenie.

Nieocenioną pomoc dla uchodźców stworzyły też organizacje polonijne z USA, które w najtrudniejszym, pierwszym okresie po przyjeździe w szczególny sposób wsparły przybyłych znacznymi środkami finansowymi, które zostały spożytkowane przez przedstawiciela Rady Polonii Amerykańskiej na odzież, obuwie i lekarstwa, których brak od lat doskwierał zarówno dorosłym Polakom jak i dzieciom.